Zdrowa Ziemia / OZE

Turbiny na morzu, ryby w sieciach. Wiatraki nie niszczą Bałtyku

Fundamenty turbin tworzą sztuczne rafy zwiększające bioróżnorodność, ruch turystyczny w pobliżu farm pozostaje stabilny, a nadmorskie gminy zyskują nowe miejsca pracy. Cała prawda o farmach wiatrowych na Bałtyku.

Polska ma plan zagospodarowania przestrzennego obszarów morskich, który powstał po długotrwałych konsultacjach z rybakami, wojskiem i branżą transportu morskiego. Morskie farmy wiatrowe mogą być lokalizowane wyłącznie w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Co więcej, ich rozmieszczenie zostało zaprojektowane tak, by omijać główne szlaki połowowe i tradycyjne łowiska.

Twarde fakty

Zgodnie z analizami Międzynarodowej Rady Badań Morza (ICES) oraz doświadczeniami z Morza Północnego, fundamenty turbin offshore mogą wręcz zwiększać lokalną bioróżnorodność poprzez efekt sztucznej rafy – tworząc warunki sprzyjające organizmom dennym i wielu gatunkom ryb. Raport środowiskowy dla duńskiej farmy Horns Rev 2 potwierdza, że fundamenty i zabezpieczenia denne tworzą nowe siedliska. W rezultacie zwiększają bogactwo gatunkowe i różnorodność ryb. Wieloletnie obserwacje wokół tej farmy nie wykazały jednoznacznego, długoterminowego spadku aktywności połowowej.

– MEW i rybołówstwo mogą tworzyć zrównoważony, wspólny obszar gospodarczy. Badania z innych krajów rozwijających energetykę wiatrową na Bałtyku pokazują, że sztuczne rafy tworzące się wokół fundamentów turbin odtwarzają biomasę ryb, co stopniowo zwiększa sukces połowów – mówi Oliwia Mróz-Malik, menedżer ds. morskiej energetyki wiatrowej w PSEW.

Tam, gdzie rybacy ponoszą realne straty z powodu budowy farm – wydłużone trasy, ograniczony dostęp do łowisk na etapie budowy – inwestorzy wdrażają programy rekompensat za utracone możliwości połowowe. To dotyczy również farm budowanych w Polsce.

Turbiny na horyzoncie nie straszą turystów

Polskie morskie farmy wiatrowe lokalizowane są co najmniej 22–23 km od linii brzegowej. Przy takiej odległości turbiny mogą być widoczne z plaży jedynie jako drobne elementy na horyzoncie. Dzieje się tak wyłącznie przy wyjątkowo dobrej widoczności.

Doświadczenia Danii i Wielkiej Brytanii, gdzie duże farmy działają już od lat w odległości zaledwie 14–20 km od wybrzeża, nie wskazują na żaden trwały spadek ruchu turystycznego. Co więcej, farmy wiatrowe stają się tam atrakcją – organizowane są rejsy edukacyjne na morze, a w nadmorskich miejscowościach powstają centra wiedzy o energetyce i zrównoważonym rozwoju.

Choczewo i Łeba liczą granty

Korzyści są już odczuwalne lokalnie. W Choczewie cztery firmy – PGE Baltica, Ørsted Polska, Baltic Power i Ocean Winds – finansują program społeczny „Choczewo. Gmina Napędzana Wiatrem”. W czwartej edycji w 2025 roku dofinansowanie otrzymały 76 lokalne projekty sportowe, kulturalne i edukacyjne na łączną kwotę ponad miliona złotych. Właśnie ruszył nabór do piątej edycji.

W Łebie działa z kolei program grantowy „Moc Bałtyku” – w 2025 roku jego budżet wzrósł do 230 tys. zł. Baza serwisowa Baltic Power w Łebie ma zatrudniać około 60 osób przez co najmniej 25 lat. Terminal instalacyjny ORLEN w Świnoujściu, uruchomiony w czerwcu 2025 roku, docelowo obsługiwać ma ponad stu pracowników. Ponadto, ma stać się jednym z kluczowych hubów instalacyjnych dla farm wiatrowych na całym Bałtyku.

Obalanie mitów

Negatywny wpływ morskich farm wiatrowych na turystykę i rybołówstwo to jeden z najtrwalszych mitów w debacie o transformacji energetycznej. PSEW i Fundacja ORLEN odpowiadają na niego kampanią „Morze wiatru” – opartą na danych, doświadczeniach innych krajów i rosnącej obecności w mediach społecznościowych.

– Największym wyzwaniem dla rozwoju morskiej energetyki wiatrowej nie są dziś kwestie technologiczne, lecz informacyjne. Dlatego tak ważne jest konsekwentne obalanie mitów i opieranie debaty publicznej na faktach – mówi Małgorzata Żmijewska-Kukiełka, rzeczniczka prasowa PSEW.

BA/S