Biznes i FirmaBiznes i Firma

Sukcesja bez rodzinnej wojny. Czy polski biznes jest gotowy? [Gość INFOR.PL]

W ciągu zaledwie trzech lat fundacje rodzinne stały się jednym z najważniejszych tematów w polskim biznesie rodzinnym. Dla jednych są szansą na uporządkowanie kwestii majątkowych, dla innych – początkiem trudnych rozmów. Jak jednak podkreślała Agnieszka Dziewicka, Head of Family Office w Bank Pekao S.A., fundacja rodzinna nie jest prostym narzędziem do „optymalizacji podatkowej”, ale długofalowym projektem budowania rodzinnego dziedzictwa.

rozwiń >

[embedded content]

– „Do 2023 roku polski przedsiębiorca nie miał w ogóle żadnej alternatywy sukcesyjnej tutaj na naszym terenie. Musiał szukać rozwiązania za granicą” – podkreślała ekspertka. Dziś zainteresowanie fundacjami rodzinnymi jest ogromne. Jak wskazała, w sądzie w Piotrkowie Trybunalskim złożono już niemal siedem tysięcy wniosków, a czas oczekiwania na rejestrację sięga około 15 miesięcy.

Fundacja rodzinna jako początek, nie koniec

Wielu przedsiębiorców traktuje utworzenie fundacji rodzinnej jako symboliczne zakończenie zawodowej drogi i oddanie sterów młodszemu pokoleniu. Zdaniem Agnieszki Dziewickiej takie podejście jest błędne.

– „To jest początek tej nowej układanki właścicielskiej i tak naprawdę tego międzypokoleniowego dziedzictwa, które można wspólnie budować z młodym pokoleniem” – zaznaczyła.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Ekspertka podkreślała, że samo podpisanie aktu założycielskiego jest jedynie formalnością. Najważniejszym dokumentem pozostaje statut fundacji, który określa zasady funkcjonowania majątku rodzinnego, relacje między beneficjentami oraz sposób zarządzania firmą po odejściu nestora.

– „To serce fundacji. Dokument, który reguluje wszystko to, co chcemy zrobić, wszelkie relacje oraz to, co, gdzie, kiedy i komu chcemy pozostawić po swoim odejściu” – tłumaczyła.

Najtrudniejsza jest rozmowa

Proces sukcesji rzadko bywa prosty. Zwłaszcza dla przedsiębiorców, którzy przez dekady budowali swoje firmy i często utożsamiają biznes z własnym życiem.

– „Właściciel bardzo często traktuje firmę jako pierwsze dziecko, najważniejsze dziecko w rodzinie” – mówiła Dziewicka. – „Okazuje się bardzo często, że on nie ma planu B”.

Dlatego przygotowanie sukcesji wymaga nie tylko działań prawnych czy podatkowych, ale przede wszystkim rozmowy wewnątrz rodziny. I właśnie ten element bywa najtrudniejszy.

– „Bardzo często jest to moment, gdzie wszyscy członkowie rodziny siadają i dopiero zaczynają rozmawiać i poznawać siebie nawzajem” – podkreślała ekspertka.

W praktyce okazuje się bowiem, że dzieci przedsiębiorców nie zawsze chcą przejmować rodzinny biznes. Część wybiera zupełnie inne ścieżki zawodowe – medycynę, sztukę czy działalność społeczną.

– „Oni chętnie wezmą pieniądze, które z tej firmy płyną, natomiast całkowicie chcą się odsunąć od części typowo operacyjnej” – zauważyła Dziewicka.

Sukcesor nie musi być operacyjnym szefem

To właśnie tutaj fundacja rodzinna daje nowe możliwości. Pozwala oddzielić rolę właściciela od codziennego zarządzania przedsiębiorstwem.

– „To narzędzie pozwala oddzielić część operacyjną od bycia właścicielem. I o to chodzi, żeby sukcesor był dobrym właścicielem, a nie żeby wszystkim zarządzał osobiście” – wyjaśniała.

Problem polega jednak na tym, że nestorzy często mają trudność z zaakceptowaniem takiego modelu. Są przyzwyczajeni do pełnej kontroli i podejmowania wszystkich decyzji samodzielnie.

Dlatego jednym z największych błędów jest pozorne przekazanie firmy następcom, przy jednoczesnym zachowaniu realnej władzy przez założyciela.

– „Nie może być sytuacji takiej, że od dzisiaj mój syn jest prezesem, a ja siedzę w gabinecie obok i zapraszam ze wszystkimi sprawami do mnie” – mówiła ekspertka.

Jak dodała, zdarzały się sytuacje, gdy nowy prezes miał kompetencje ograniczone do wydatków rzędu tysiąca złotych miesięcznie. W takich przypadkach sukcesja staje się fikcją.

Firmy potrzebują planu

Brak przygotowanego planu sukcesyjnego jest problemem nie tylko dla rodziny, ale także dla pracowników i całej organizacji.

– „Pracownikom bardzo zależy na tym, aby ten plan sukcesyjny był wdrożony” – podkreślała Dziewicka.

W polskich realiach nadal funkcjonuje wiele firm zarządzanych niemal wyłącznie przez właściciela, często „z telefonu”, bez jasnych procedur i planu na przyszłość. W przypadku nagłego odejścia przedsiębiorcy taki biznes może bardzo szybko utracić stabilność.

Ekspertka przywołała badania pokazujące, że firmy, które w trybie awaryjnym otrzymują nieprzygotowanego sukcesora, potrafią zostać „rozłożone na łopatki” w ciągu zaledwie kilku miesięcy.

Sukcesji nie da się zrobić „na już”

Jednym z najważniejszych wniosków płynących z rozmowy było to, że sukcesji nie należy odkładać do ostatniej chwili.

– „Dobrze przeprowadzona sukcesja trwa kilka lat” – podkreślała Agnieszka Dziewicka. – „Sukcesja na marketingowych slajdach wygląda całkiem inaczej niż w realnym życiu”.

Proces wymaga czasu, przygotowania emocjonalnego i wypracowania nowego modelu funkcjonowania rodziny oraz biznesu. Dlatego – jak zaznaczyła ekspertka – najlepiej rozpoczynać go wtedy, gdy firma działa stabilnie, a rodzina może spokojnie rozmawiać o przyszłości bez presji czasu.

Kluczowe jest również wsparcie doświadczonych doradców, którzy potrafią spojrzeć na sytuację z dystansu i przeprowadzić rodzinę przez cały proces.

Fundacja rodzinna to nie moda

Na koniec rozmowy Agnieszka Dziewicka wyraźnie zaznaczyła, że fundacja rodzinna nie powinna być traktowana jako chwilowy trend czy wyłącznie narzędzie podatkowe.

– „Nie traktujmy tej fundacji jak kiedyś była moda na spółki z o.o., później spółki komandytowe. Teraz jest moda na fundacje i ktoś sobie myśli, że to fajny produkt do optymalizacji podatkowej. Absolutnie nie” – podkreśliła.

Jej zdaniem wygrają te rodziny i te firmy, które potraktują fundację jako przemyślany element budowania wielopokoleniowego majątku i stabilności biznesu.

– „Zawsze wygra ta rodzina i ten biznes, który ma fundację przemyślaną, niż ten, który ma tylko ją otwartą” – podsumowała ekspertka.